Kuchnia nonny Rosy. Poranny targ, piec opalany drewnem i wszyscy przy jednym stole.

„U nas nie ma klientów. Są goście.”
W 1994 roku Rosa Bianchi przyjechała z Genui do Warszawy i otworzyła małą osterię na Saskiej Kępie. Ten sam piec opalany drewnem, ten sam targ o świcie, ten sam wrześniowy sos pomidorowy. Dziś lokal prowadzą jej wnuki i nie zmieniają tego, co najważniejsze: wszystko robione ręcznie, produkty z dnia i tyle czasu, ile trzeba.

Świeży makaron wałkowany rano, ragu z wołowiny i wieprzowiny na czerwonym winie, wiórki parmezanu dojrzewającego 24 miesiące. Danie, od którego wszystko się zaczęło.

Duszona w białym winie, aż mięso samo odchodzi od kości. Podawana na risotto z szafranem, jak w Mediolanie.

Kremowa burrata, która przyjechała rano, pomidory malinowe z bazaru, odrobina młodej oliwy i bazylia z ogródka. Nic więcej.
Karta zmienia się razem z targiem · oto, co jest teraz w sezonie
Zeskanuj kod QR przy stoliku: tablica dnia i wina z Toskanii i Piemontu, po polsku i po angielsku.
Sala, która pachnie drewnem i ciepłym chlebem, ogródek w cieniu lip na Saskiej Kępie i ten radosny gwar, przy którym nie widać, jak mija czas.

Tu nic nie zostało wysłane ani zapisane.